| Ignacy Czwartos |
|
|
| Galerie Kraków - Otwarta Pracownia | |||
Malarz typowo polski
Wernisaż 5 lutego 2010, godz. 19:00 W wywiadzie przeprowadzonym przez Martę Karpińską w 2003 roku Ignacy Czwartos na pytanie o klimat jego obrazów odpowiedział: „Tak, oczywiście. Jestem „typowo polski”. Tak ma być. Cieszę się z tego”1. W tym stwierdzeniu zawiera się wiele prawdy o stosunku Czwartosa do samego siebie, do rzeczywistości, do świata przedstawionego w jego obrazach. Z jednej strony jest to poważna deklaracja przynależności: do pejzażu, historii, kultury, tradycji; z drugiej – świadczy o dystansie i lekkiej żartobliwości z jaką traktuje swoje obserwacje i eksplorowane w malarstwie motywy, a także o autoironii. Nie znam drugiego artysty, który chciałby być „typowo polski”, lokalny a nie „światowy” czy przynajmniej „europejski”. PEJZAŻ PROWINCJONALNY. Któż dziś maluje pejzaże? Już samo nawiązanie do krajobrazu, zwłaszcza swojskiego, „ojczystego” (cóż za staroświeckie określenie) ma zaściankowy i archaiczny wydźwięk. Jednak spośród abstrakcyjnych obrazów Ignacego Czwartosa można wyodrębnić grupę prac, których kompozycja wyraźnie sugeruje inspiracje pejzażem. W dodatku tytuły wskazują na „lokalność”: Abstrakcja polska, Abstrakcja prowincjonalna Abstrakcja małopolska, Polski pejzaż żałobny. Płótna te utrzymane są w zgaszonej, przyszarzałej kolorystyce, która jest zresztą charakterystyczna dla wszystkich obrazów tego autora. O jego „palecie” pisano czasem mało pochlebnie: że ponura i brudna. Tymczasem to gama niezwykle wysmakowana: nie brudne, lecz szarawe lub perłowe biele, pozieleniałe ziemie, przymglone błękity, podbite błękitami czernie… Sam artysta twierdzi, że „taką kolorystyką zaraził się w dzieciństwie”, które przypadło na siermiężne lata 70-te; mnie się wydaje, że stłumione barwy są właściwe dla naszego klimatu północno-wschodniej Europy, bez względu na polityczno-ekonomiczne uwarunkowania. Tu światło jest najczęściej chłodne, brakuje ostrych kontrastów południa, żadna barwa nie jest jaskrawa. Stąd pewnie u malarza „typowo polskiego” ogromna wrażliwość na kolorystyczne subtelności i niuanse. Niektóre z tych obrazów nawiązują do pejzażu w sposób oczywisty: na dole brunatne ziemie układające się w poziome pasy jak bruzdy zaoranego pola, linia horyzontu pośrodku kompozycji, a nad nią szare błękity nieba. Inne są mniej dosłowne: czasami podziały są wertykalne, czasem prawie całą przestrzeń obrazu zapełnia „ziemia” lub niebo”. Zawsze natomiast pejzaże Czwartosa są wyabstrahowane z potocznej rzeczywistości. Motywy pejzażowe artysta często zawiesza w nieokreślonej przestrzeni, obwodzi czarną ramką przywodzącą skojarzenia z klepsydrą (Niebo, Abstrakcja Polska), przecina diagonalnymi słupami (Memento Mori z 2002 r.), „przypina” do krawędzi płótna małymi prostokątami, które nadają kompozycji wygląd rozpiętej na krzyżu (Czerni, Memento Mori z 2001 r.). Nierzadko na czarnej ramce klepsydry u dołu obrazu pojawia się trupia czaszka lub ledwo widoczny, sześciokątny zarys trumny (Memento z 2001 r., Polski pejzaż żałobny). W ten sposób „prowincjonalne pejzaże” Ignacego Czwartosa zyskują wymiar transcendentalny. Pozostaje pytanie: dlaczego pejzaż? Przecież o kwestiach fundamentalnych, o przemijaniu i wieczności można mówić na tysiąc innych sposobów. Może właśnie dlatego, że pejzaż jest bliski, namacalny, oswojony. Może także rację ma Henryk Waniek (malarz radykalnie odmienny od Czwartosa) twierdząc: „…krajobraz uważam za pismo Boga. Pismo nieco panteistyczne, ale to może nawet lepiej” 2. KORONA KIELCE i WARIAT I ZAKONNICA – CZYLI CZWARTOS SARMATA. O fascynacji Ignacego Czwartosa sztuką polskiego baroku i inkorporacji siedemnastowiecznego kanonu w jego własne malarstwo napisano już wiele i wnikliwie3. Tutaj chcę podkreślić deklarację przynależności do tradycji i pełną akceptacji ironię, z jaką artysta traktuje swoich sarmackich bohaterów. Najwyraźniej bodaj jest to czytelne w portretach kibiców ulubionej drużyny piłkarskiej Ignacego – Korony Kielce: z jednej strony szalikowcy, budzący (podobnie jak sztampowo pojmowany sarmatyzm) skojarzenia z burdami, warcholstwem; z drugiej dostojna, posągowa poza i atrybuty (barwy klubowe) świadczące o dumie z przynależności do grupy i gotowości do poświęceń na rzecz obrony jej tożsamości i honoru. Jest jeszcze trzecia strona tego medalu, najbardziej chyba przewrotna: otóż portretowani przez Czwartosa szalikowcy to nie jacyś anonimowi zadymiarze, a przyjaciele autora, artyści z kręgu Otwartej Pracowni. Ich konterfektom, oprócz atrybutów prowincjonalnej drużyny piłkarskiej, towarzyszą emblematy uniwersalnej wartości jaką jest czysta sztuka. „Kupą, mości panowie!” - chciałoby się krzyknąć za Wołodyjowskim… Jednym z najciekawszych obrazów z „sarmackiego” nurtu Ignacego Czwartosa jest małżeński autoportret Wariat i zakonnica. Intryguje już samo zestawienie autoironicznego tytułu z charakterystycznymi cechami pełnego powagi i dostojeństwa barokowego portretu paradnego, jakie nosi ten wizerunek. Dodatkowo, zarówno jego kompozycja, jak i symbolika nieodparcie przypomina słynny piętnastowieczny „Portret małżonków Arnolfini” Jana van Eycka. Pozy małżonków z obu portretów są podobne. Piesek z obrazu van Eycka, interpretowany jako symbol wierności został przez Czwartosa zastąpiony czarnym kwadratem – znakiem stałości, stabilności; miejsce lustra zajmuje abstrakcyjny „pejzaż żałobny”, a zapalona świeca – znak obecności Boga u Czwarosa zastąpił świetliście białą „abstrakcją niebiańską”. Wydaje się, że Ignacy Czwartos – uwspółcześniając i uniwersalizując język opowiada o tym samym, co niderlandzki malarz sprzed ponad 500 lat. Co więc maluje „typowy malarz polski”? – „W zasadzie, to chodzi o życie” – mówi artysta. „Ale o życie tu i potem, po śmierci. (…) dla mnie obraz jest przepustką, medium łączącym oba światy. Ten tutaj i ten inny wymiar, którego nie znam i którego nie chcę za szybko poznać. Chyba o to chodzi w moim malowaniu. Ja właściwie maluję jeden obraz, tylko na różne sposoby”4. Autor tekstu: Katarzyna Jankowiak-Gumny
|






