Reklama



Najbliższe wernisaże:

Zdjęcie tygodnia:

Informator
Poland-Art

Folder Informator Poland-Art

Bezpłatny, drukowany folder informacyjny, dostępny w galeriach sztuki, muzeach oraz instytucjach kultury.
Więcej …


Konkursy:

Konkurs na zestaw autorskich produktów
Nazwa: Konkurs na zestaw autorskich produktów

Organizator: Nadbałtyckie Centrum Kultury oraz Gdańska Galeria Miejska

Termin: 31 maja 2012

www.ggm.gda.pl
Więcej …

Zobacz galerie:

Warsztaty, wykłady, spotkania

Czwartos unplugged!
Recenzje - Małgorzata Bożek
Ignacy Czwartos Malarz typowo polski Otwarta Pracownia Krakow
fot. Małgorzata Bożek

W środku polskiej zimy, szarości i wilgoci, którymi przywitał Kraków piątkowy wieczór, miał miejsce wyjątkowy wernisaż. W Otwartej Pracowni, nazywanej przez niektórych jednym z najważniejszych alternatywnych miejsc na artystycznej mapie Krakowa, odbył się wernisaż wystawy prac Ignacego Czwartosa. Malarz typowo polski – takim tytułem opatrzona została wystawa zaprezentowana w dość nietypowych warunkach – można by w tym przypadku posłużyć się angielskim określeniem „unplugged”.

Nietypowe warunki sprawiły, że wernisaż nabrał niezwykłego charakteru. Świece umieszczone przed prezentowanymi obrazami i w rękach przybyłych, ich ciepłe światło tnące mrok wieczoru i nadające dziełom szczególnego wyrazu, poruszenie, odrobina niecierpliwości, ale i zaciekawienie – czy to przypadek czy zamierzony efekt twórców wystawy? – wszystko to nadało temu wydarzeniu smaku niesamowitości. Wernisaż „typowo krakowski” – powiedzieli niektórzy.




Surowość  wnętrz i zastępcze oświetlenie w postaci zwykłych świec idealnie korespondowały z prostotą wpisaną w malarstwo Czwartosa. Choć nie przepadam za określeniem „typowy”, które zazwyczaj cechuje powierzchowne i według mnie raczej uproszczone spojrzenie na daną sprawę, w przypadku przywoływanej tu wystawy wydaje się być zasadne. Autor obrazów prezentowanych w Otwartej Pracowni używa go raczej z odrobiną przekory i autoironii, spoglądając jednak na jego prace nie sposób nie przytaknąć mu z uśmiechem.
Obrazy Czwartosa są oszczędne w środkach, artysta wybiera prostą formę, oszczędność środków, konkretną paletę barw. Oszczędność ta jednak nie jest oszczędnością znaczeń. Obrazy tak jak prezentowane na nich twarze, zdają się przenikać obserwującego je człowieka swoją wyrazistością. Dla każdego widza będzie to wyrazistość innego rodzaju. Wiele pisano już o polskiej „typowości” prac Czwartosa. O ich nawiązaniach do sarmatyzmu, jego łączeniu ze współczesnym zjawiskiem kibica - noszącego często groźniej brzmiące miano „kibola” – o palecie barw: przygaszonych, burych jak polskie okresy między-sezonowe, powtarzając polsko „typowych”. To, co rzuca się w oczy w pierwszej kolejności, to właśnie prostota i barwy. Surowość form, statyka, wyrazistość. Takie wrażenie sprawiły na mnie te obrazy. Z jednej strony bardzo stonowane i nieruchome – twarze spoglądające na nas jak święci albo umarli ze swych portretów – z powagą i  dostojeństwem. Kolory w tym przypadku typowo polskie - typowo-polsko-pejzażowe. To rdzawe brązy, poszarzałe błękity, i przeszywające biele, czasem znowu przybrudzone, nie rażące swoją bolesną czystością. To te barwy – senne i nierzadko męczące, będące częścią polskiej rzeczywistości, przypisanej jej palety, których każdy czasem nienawidzi, ale za którymi potrafi zatęsknić pośród wyzierającej zewsząd jaskrawej „plastikowości”. Te „odcienie polskości” na obrazach Czwartosa przełamane są czasem zaskakująco ożywczą żółcią czy też soczystą czerwienią, które pojawiają się przykładowo na klubowych szalikach przełamujących zharmonizowane barwy, ale i powagę tych kamiennych twarzy na portretach. Zdaje się jakby z jednej strony autor puszczał do odbiorcy oko, pokazując symbol Polaka-kibica, tak mocno wpisany w polską symbolikę narodową (bez wartościowania), będący odniesieniem do wspominanej typowości polskiej, natomiast z drugiej strony mający służyć być może zlikwidowaniu dystansu, który często wytwarza sztuka w procesie komunikacji. Również wspominany już temat sarmackich portretów pojawia się w wielu tekstach odnoszących się do twórczości Ignacego Czwartosa. Przedstawiające szlachtę polską obrazy z majestatem, spokojem i swego rodzaju namaszczeniem ujmowały cechy danego jegomościa. Były zazwyczaj zupełnym przeciwieństwem jego prawdziwej butnej natury. Przyglądając się twarzom Czwartosa (często również twarzy jego samego) można zauważyć pewne balansowanie między powagą, a ukrytymi za nią, niedopowiedzianymi emocjami. Bowiem choć obrazy tego artysty są statyczne i spokojne, twarze postaci, które na nich oglądamy kryją w sobie coś nie do końca określonego. Twarze te nie są anonimowe, są bliskie samemu artyście, można wśród nich zobaczyć żonę malarza czy też jego kolegów - twórców. Prostota i pewne cechy wiążące obrazy Czwartosa z konwencją ikony, zwłaszcza w jej wydaniu uwspółcześnionym, zdają się być również odniesieniem do dzieł Jerzego Nowosielskiego.




Co jeszcze widać w tych obrazach? Ja widzę poszukiwanie precyzji, ale i związku z różnymi płaszczyznami i wymiarami życia, widzę czułe, choć ostre spojrzenie na polską rzeczywistość, w której mnóstwo jest szarości, ale zdarzają się też wyjątkowe błękity – głębokie, chłodne, kojące – i przenikliwe biele – czasem bolesne. Widzę dystans – do siebie, świata i rzeczywistości – trwającej, przeszłej, mijającej, a może też i tej zbliżającej się po cichu – rzeczywistości czasu, który dopiero ma nastąpić. Widzę artystę, którego trudno rozgryźć. Widzę, że nie sposób mi określić dokładnie jaka jest jego twórczość. Na szczęście nie muszę.

tekst i foto: Małgorzata Bożek

Dodaj do:

Wykop    Facebook